Polinezja Francuska to sto kilkanaście wysp rozrzuconych na obszarze oceanu wielkości Europy. Dla żeglarza liczą się przede wszystkim Wyspy Towarzystwa: wysokie, zielone wulkany otoczone pierścieniem rafy koralowej, za którym leży laguna — płaska jak jezioro, w kolorach od szmaragdu po atrament. Na rafie stoją motu, piaszczyste wysepki z palmami. Wpływa się przez przejście w rafie, rzuca kotwicę na piasku w trzech metrach przejrzystej wody i ma się przed dziobem dokładnie ten widok, dla którego leciało się na drugi koniec świata.
To daleki kierunek — podróż z Polski zajmuje ponad dobę — i wymagający uwagi, bo żegluga wśród raf nie wybacza nonszalancji. Ale w porze suchej, od maja do października, Polinezja oferuje równy pasat, puste kotwicowiska i gościnność, o której pisali już Cook i Bougainville.



